IMG_2929

IDEA PROJEKTU

1_elastomer
1_metka

Pisząc te wypociny, których i tak pewnie nikt nie przeczyta, mam już ukończone 18 lat. W zasadzie – drugi raz, bo odhaczyłem je pod koniec słonecznego maja 2025. Zatem w pełni świadomy, mając na uwadze, że niemal 365 dni w roku, dzień w dzień, poświęcam okołofutbolowym sprawom– od haratania w gałę z kolegami po zielonym dywanie, kopania po ścianach z synem w korytarzu mieszkania, rzucania padem grając w Fifę (niedawno to była Fifa), czytania wszelakich njusów i forów, latania i chodzenia na mecze, oglądania kopaczy w tv (do porzygu), aż po klasyczne przepalanie pięciu złotych na zakładach, marząc o posiadłości w Marbelli zdobytej w dwie godziny – uznałem, że jest tego za mało i jako side-business wejdę jeszcze sobie w produkcję i sprzedaż odzieży traktującej o futbolu. Odzieży ludzi piłki.

Żona wniebowzięta…

Snując się po odmętach internetów jako ogólny fan piłki kopanej, trudno nie natknąć się na sklepy sprzedające ciuchy związane z wielkimi klubami, legendarnymi momentami futbolu czy klimatami ultras/kibicowskimi. Jest tego pełno. Znacznie trudniej jednak znaleźć coś, co byłoby zabawne, oryginalne, nostalgiczne – i niekoniecznie opierało się tylko na herbach, sektorach czy ikonach z telewizji. A może to mój problem i jestem słaby w te internety (mimo że IT zajmuję się od 15 lat), ale wciąż mam wrażenie, że brakuje odzieży dla tych, którzy po prostu lubią piłkę, ale trochę inaczej. Z dystansem. Z przymrużeniem oka.

Nie ma się tu nad czym rozwodzić. Gruby na bramkę – jeśli kiedykolwiek grałeś w piłkę (nawet będąc absolutnym ogórem), to znasz tę zasadę. To prawo podwórkowe, zapisane w DNA futbolowego świata.
Jeśli nic Ci to nie mówi – bez urazy – możesz śmiało zamknąć tę stronę. Najwyraźniej nie jest dla Ciebie.

W czasach tiktokowej rzeźni uważam, bardzo nieskromnie, że ta nazwa to strzał w okienko.

I nie zapraszam do dyskusji 😉

ONE-MAN ARMY

1_gruby

Poza piłkarskim fanatyzmem, od zawsze intersowała mnie grafika komputerowa. Lata temu coś tam sobie klikałęm w Photoshopie, mam też drobne doświadczenie w amatorskim tworzeniu stron dabliudabliudabliu i prostych animacji. No więc wpadłem na fantastyczny pomysł: ogarnę całą produkcję sam.

Od projektu loga, przez metki, elastomery, nadruki na plecach, po elementy graficzne sklepu na WooCommerce. Nawet tego bardziej zaokrąglonego gościa robiącego kapki kolanem przy ładowaniu strony – też ja.

W zasadzie jedyne, co oddałem w cudze ręce do tej pory, to szycie, nadruki i fotografia produktowa.


Zaraz się okaże, że mój wkład to jakiś margines. Chyba czas nauczyć się szyć…

JAKOŚĆ

1_sedzia-fotor-20250710153236
2

Ten etap zajął mi trochę czasu, bo sam pomysł zakiełkował jeszcze w 2024 roku. Po drodze: kilkadziesiąt maili, kilkanaście paczek z samplami odzieży, kilka telefonów i parę spotkań face-to-face. Oprócz czasu i zaangażowania, zainwestowałem też pieniądze. Surprise, surprise…

Dość szybko uświadomiono mi, że ta branża to nie spacerek – konkurencja jest spora, a bylejakość nie przejdzie. I dobrze, bo od początku wiedziałem, że nie chcę być kolejnym sklepem z Aliexpress.

Dlatego finalnie postawiłem na lepsze materiały, sprawdzonych wykonawców i – co dla mnie było kluczowe – szycie w Polsce.

Przez tygodnie testowałem ciuchy, sprawdzając, jak zachowują się po praniu, noszeniu, leżeniu w szafie i ogólnym życiu. I na tej podstawie zdecydowałem: wolę zapłacić więcej za jakość niż iść na skróty (konkurencja wie o co chodzi!).

Koszt uszycia jednej sztuki (tej, którą – mam nadzieję – założysz z uśmiechem) to zdecydowanie nie jest pięć dych. Niestety… dla mnie.
Na szczęście dla Ciebie – bo dostajesz ciuch, który przetrwa więcej niż jeden sezon i nie zmieni się w worek po pierwszym wirowaniu.

No dobra, teraz przekonamy się, czy ktoś to w ogóle czyta, czy tylko scrolluje na autopilocie. Zakładam, że jako wybitny ekspert od futbolu (a jakże!) coś tam jeszcze kojarzysz. Dlatego pierwsze osoby, które podczas składania swojego zamówienia w polu „Masz kupon?” wpiszą nazwisko gościa, który wcisnął pierwszego gola w słynnym finale Ligi Mistrzów z 1999 roku, dostaną magiczną nagrodę w postaci darmowej wysyłki na swoje zamówienie. Brawo ty, jeśli dotarłeś aż tutaj!

TO NIE KONIEC

1

No właśnie. Kreatywnych pomysłów jeszcze trochę w głowie zostało, a naturalną inspiracją jest codzienność związana z piłką. Prześmiewcze memy, mecze, absurdalne sytuacje, historie, które wydarzyły się po dajmy na to MŚ’98 (pierwszy mundial, który w pełni pamiętam sprzed telewizora).

Żeby je zrealizować… po prostu kup tshirt. Niech się nosi!

A ja się tu podpisuję obiema rękami, że jeżeli kiedyś zwróci mi się to wspaniałe przedsięwzięcie, z radością zainwestuję po więcej. W zasadzie to kup ich dwie albo cztery. Inaczej cała rodzina na święta będzie dostawać niesprzedane XS-y, które się magazynują forever.

Aa, jeszcze jedno. Jeśli uroniłeś łzę, dopadła Cię nostalgia i pamiętasz, jak od czwartku rano nie mogłeś doczekać się środowego meczu Ligi Mistrzów o 20:45, a przy tym masz wiele pieniędzy / kontaktów / pomysłów*, które mogą rozwinąć ten biznes, zapraszam na podstronę KONTAKT.

*taki żarcik. Nie musisz się interesować piłką – ważne, żebyś wyłożył papę.